— Jakżem szczęśliwy! — zawołał.
I skłonił się z pokorą.
— Chyba ty mnie uratujesz! Brühl! Wystaw sobie jestem na czczo!
Kiedy przyjdą kresy?
Paź spojrzał na zégar i ramionami ruszył.
— Chi lo sa?5 — odparł tym językiem, który obok francuzkiego, był niemal dworu mową, bo się już wówczas powoli włoska kolonia zwiększała w Dreznie.
— Jedenasta! a ja na czczo! natura dopomina się praw swoich! Przyjdzie z głodu umierać!
To mówiąc, radzca ziewnął, wstrząsnął się cały — Brr! — i strzepnął.
Brühl stał niby zamyślony, pochylił się wygięty cały do ucha Paulemu:
— Radzco, est modus in rebus! dlaczego zasiedliście, jakby na publicznéj drodze? Obok jest pokój, z którego drzwi wychodzą na kurytarz wiodący do kuchen i kredensów, tamby wyśmienicie, nim co będzie, można coś kazać podać z kuchni, i coś z piwnicy.