— Szukam szczęścia, którego nigdzie znaleźć nie mogę — mruknął szambelan.
— Pod jabłoniami?
— Trafia się ono i tam — mówił Watzdorf — i chyba prędzéj jak na dworze...
— Widzę że panu nie smakuje to życie?
— Nie mam talentu do niego — odparł Watzdorf idąc powoli z Brühlem.
— Ale masz pan dowcip, ostre narzędzie, którém obronny niczego się możesz nie lękać...
— Tak, doskonałe narzędzie do robienia sobie nieprzyjaciół — dodał Watzdorf.
Chwilkę szli milczący, szambelan zdawał się namyślać.
— Nie miałem jeszcze sposobności powinszować Waszéj Ekscelencyi — odezwał się nagle.
— Czego? — odparł Brühl.