— Zastępowałem nieraz drugich, ale mnie nikt.
— Chcesz powiedzieć że cię nikt zastąpić nie jest w stanie: — podchwycił Moszyński.
— O! panie hrabio, godziż się tak ze mnie biédnego prostaczka żartować? ja się tego uczę, w czém panowie jesteście mistrzami!
Skłonił się znowu.
Moszyński podał mu rękę.
— Z wami — rzekł — wojować na słówka niebezpiecznie, wolałbym na szpady.
Brühl skromną przywdział postawę.
— W niczem sobie żadnéj nie przyznaję wyższości — dodał cicho.
— No, szczęśliwéj służby! — zawołał Moszyński. — ot wasza godzina: do widzenia.
To mówiąc wyszedł z przedpokoju.