Brühl odkaszlnął, głos mu się trząsł nieco i był cichy. Któż odgadnie czy ten dowód trwogi nie był także rachubą? Król ośmielając go, dodał łagodnie:
— Zwolna, wyraźnie, głośno.
Począł więc czytać depeszę młody paź, a głos, zrazu drżący, stał się wkrótce metalicznie brzmiącym i donośnym. Na twarzy Augusta odmalowało się stopniowo zdumienie, radość, wesołość, podziw razem, i jakby niedowierzanie.
Gdy Brühl dokończył, nie śmiał podnieść oczów.
— Jeszcze raz, od początku — odezwał się król.
Tym razem Brühl głośniéj jeszcze, śmieléj czytał i dobitniéj.
Królewska twarz rozjaśniła się: uderzył w dłonie.
— Przewybornie! — zawołał — Pauliby nie potrafił lepiéj ani tak nawet. Pisz na czysto.
Brühl z nizkim ukłonem przedstawił swój arkusz, który był tak napisany, iż odrazu mógł być użytym.
August go po ramieniu uderzył.