— Wielkie losy, świetne losy — rzekła — powodzenie cudowne, a szczęścia mało...
— To zagadka? — przerwał Brühl — jakże powodzenie miéć, a nie miéć szczęścia...
— A! to tak łatwo jak być szczęśliwym mimo niedoli i losu! — zawołała zmienionym głosem stara. A wiesz dlaczego szczęścia ci zabraknie? bo serca nie masz...
Brühl szyderczo się uśmiechnął.
— Ty nie kochasz nikogo.
Zmilczał potrząsając głową.
— Cóż daléj, maseczko; co daléj?
— Jesteś niewdzięczny — szepnęła mu na ucho — jesteś ślepy, gonisz tylko za wielkością.
— Cieszy mnie to — piszcząco rzekł Brühl — iż widocznie bierzecie mnie za kogo innego.
Maska na dłoni napisała mu: Brühl. Wyrwał rękę co prędzéj i sam w bok się rzucił, cyganka go zatrzymać chciała: zniknął. Być może iż miło mu było odetchnąć swobodniéj w tym tłumie, niepoznanym, niezaczepianym. Błądził więc, aż póki nie ukazała się maska, która całą jego zwróciła uwagę.