Sułkowski poklepał go śmiejąc się po ramieniu.
— Niegodziwcze — parsknął — albo się co we dworze ukryje? Ty to nazywasz stratą, co jest czystym zyskiem. Moszyński cię nienawidzi nie bez przyczyny.
Brühl zaprotestował gorąco, ręce podjął.
— Ale mój hrabio!
— O! nie mówże mi tego — przerwał mu Sułkowski — znacie się z Moszyńską i w lepszéj jesteście zgodzie, niż gdybyście się byli pobrali.
Brühl nic nie mówiąc ramionami ruszał.
— Serce moje ma Frania Kolowrathówna.
— A ręka na ciebie czeka i nic nic nic! Stara ci ją sama wciśnie. I czas téż Frani pod czepek, bo jéj się strasznie oczy świecą.
— Jak gwiazdy! — krzyknął Brühl.
— Cóż powie Moszyńska na to?