— Niech nie odchodzi. Każ mu być tu, proszę!
Sułkowski chciał się sprzeciwić, ale nie śmiał; wychylił się za drzwi, szepnął coś i powrócił.
— Trzeba po królewsku i po męzku znieść co Bóg zesłał — odezwał się w tonie poufałym. — Królowie nie mają czasu oddawać się smutkom.
Fryderyk ręką rzucił tylko.
— Tajna rada się zbierze natychmiast...
— Więc idź i przewodnicz jéj, ja nie mogę — rzekł królewicz — i niech tu przyjdzie Brühl.
— Ale do czegóż tu Brühl potrzebny? — szepnął z wymówką Sułkowski.
— On? na jego rękach skonał król mój i ojciec, ostatnie tchnienie jego on przyjął. Ojciec mi go polecił, ja chcę go miéć: niech przyjdzie.
— Posłano już po niego — poruszając ramionami odezwał się Sułkowski, nie tając niecierpliwości.
— Ale nie gniéwajże się Józku — płaczliwie dodał Fryderyk.