— Kogo?
— Nie potrzebuję zdradzać jego i mojéj tajemnicy... dosyć żem szczera i oznajmuję mu o tém.
— To dla mnie smutne bardzo! — zawołał Brühl.
— Ale nieskończenie smutniejsze dla mnie — dodała hrabianka. Nie mógłbyś pan znaleźć sobie innéj, którąbyś uszczęśliwił?
Spojrzała nań, Brühl się zmieszał.
— To wola królewicza, królewiczowéj.
— Ojca Guariniego i tym podobnie — podchwyciła hrabianka — rozumiem, więc to nieodwołalne?
— Pani — rzekł przysuwając się z krzesłem Brühl — ja mam nadzieję, że zasłużę na jéj względy... ja...
— Ja nie mam najmniejszéj nadziei — poczęła Frania — lecz gdy małżeństwo jest tak w górze postanowione i ma być nieuchronném... dobrze byśmy się z góry przygotowali do tego, co nas czeka.
— Będę się starał o jéj szczęście.