— Daj pokój... stara jestem, to ci smakować nie będzie; ale daj mi gdzie siąść.
Obejrzała się i na piérwszém krześle upadła.
— Muszę odetchnąć: chciałam z wami pomówić na cztery oczy.
Sułkowski stanął przed nią w gotowości do rozmowy. Podniosła ku niemu głowę.
— No cóż? straciliśmy tego wielkiego, wspaniałego, nieodżałowanego Augusta naszego!
Westchnęła, Sułkowski wtórował.
— Szkoda go, ale między nami powiedziawszy, żył dosyć i użył wiele i nadużył... Ja o tém mówić nie mogę: Des horreurs! Cóż teraz będzie z wami, sierotami biédnemi? Królewicz? prawda? nieutulony w żalu? tak? Ja od mojego dworu przybyłam z kondolencyą do niego i mojéj drogiéj Najjaśniejszéj wychowanki.
Pochyliła się nieco i sparła niby wdzięcznie na poręczy krzesła, do ust przykładając wachlarz.
— Cóż słychać? mój hrabio, drogi hrabio? co słychać? Już wiem, że wy należne wam otrzymaliście stanowisko. Cieszym się z tego wszyscy, bo wiemy że dwór nasz na was rachować może we wszelkim wypadku?
Sułkowski się skłonił.