— Watzdorfa? — powtórzył zausznik w zadumaniu — Watzdorfa?? Czy jest nań jakie podejrzenie?
— Wszystkie jakie tylko najgorsze być mogą.
— Czy musi paść? — spytał Hennicke: Brühl zamyślony nie odpowiedział zrazu.
— Zobaczymy — rzekł — nie chcę sobie robić nieprzyjaciół, rosną oni sami; lecz jeśli rzecz się okaże potrzebną...
— Czy zawadza? — pytał znowu pomocnik.
— Nie lubię go.
— Wina gdy będzie potrzebną, znajdzie się zawsze.
— Miejcie ją w zapasie — mruknął posępnie Brühl — starałem się i staram być miłym dla wszystkich, dobrym, uprzejmym; potrzeba się pokazać że strasznym być mogę.
I wstał z krzesła.
Sługa wiódł za nim wzrokiem z wyrazem ironicznym. Brühl nie oglądając się nań, wyszedł z pokoju.