— Hrabinaby się obroniła sama, szepnąwszy słowo królewiczowi — mówił daléj Brühl — ja jéj nie potrzebuję w pomoc przychodzić; daleko gorzéj jest, że drwi z nas wszystkich, nie wyjmując nikogo.
— Jakto? i ze mnie? — spytał Sułkowski.
— Zdaje mi się, że i tobym mu dowiódł.
— O! toby było nadto śmiało! — rzekł Sułkowski sucho.
— Wierzcie lub nie, powiem otwarcie: ja go mam za twórcę medalu... — zawołał Brühl i rękę położył na piersiach.
Rzuciwszy to słowo parę razy, przeszedł się po salonie.
— To prosty domysł, mój Brühl, to prosty domysł.
— A może i coś więcéj, niż domysł — począł minister — wiem już na pewno, że trzy, czy cztery medale rozdał.
— Komu?
— Dworskim osobom. Zkądże ich ma tyle, i co za osobliwsza ochota do rozpowszechniania rzeczy, którą ja wykupuję i niszczę?