W gabinecie czekał Hennicke, dosyć poufale rozparłszy się na krześle. Wprawdzie ruszył się na widok ministra, ale znać było że go sobie lekceważył i że potrzebniejszym był on Brühlowi, niż Brühl jemu.
— Cóż tak pilnego — z wyrzutem począł minister — ludzie mogą sądzić że się coś stało?
— A! niech tam sobie sądzą — niecierpliwie odrzucił Hennicke — wasza ekscellencya bawisz się a ja pracuję; ja nie mogę dogadzać fantazyom jego.
— Coś ty oszalał?
— Ja? — zapytał spokojnie Hennicke.
— Zapominasz się! — zawołał Brühl.
Hennicke rozśmiał się.
— No no, dajmy temu pokój ekscellencyo, dla wszystkich możesz być wielkim człowiekiem, ale dla mnie...
Machnął ręką.
— Cobyś wasza ekscellencja znaczył bez Hennickego?