— A! nie, to są dawno pogrzebione rzeczy... ja, nie wiem.
— Jakżebyś ty, paź królewski, nie wiedział?
Brühl spojrzał nań z uśmiechem.
— Kiedy wszyscy wiedzą, paziowie wiedziéć niepowinni... Myśmy jak tureccy muets2, głusi i niemi.
— A! rozumiem — odparł Sułkowski — ale, między nami.
Brühl zbliżył się do ucha hrabiego i rzucił w nie słówko dyskretne, ciche, jak szelest listka spadającego z drzewa jesienią.
— Intermezzo!3 — rzekł Sułkowski.
Zdaje się że teraz po tylu wielkich dramatach, z których każdy tyle naszego drogiego pana kosztował boleści, pieniędzy i troski, już na intermezzach poprzestaniemy.
Sułkowskiemu pod namioty do których zdawał się kierować, widać już nie było pilno, ani na zamek z powrotem. Wziąwszy Brühla pod rękę, co pazia uszczęśliwiło widocznie, zamyślony, począł z nim przechadzkę.
— Mam chwilę wytchnienia — odezwał się — miło mi jéj użyć w waszém towarzystwie, chociaż my oba jesteśmy pomęczeni tak, że i rozmowa być może trudem.