— Czy takie są rozkazy?
— Co do słowa.
Spojrzawszy jeszcze na swój strój Brühl ruszył się jakby zmuszony, nie mogąc utaić w twarzy się malującego pewnego zadowolenia.
W milczeniu szli oba na górę.
Otworzono drzwi, Brühl wszedł powoli ze smutkiem tak wyraźnym na licu i postawie, że królewicz, który jeszcze fajkę palił w fotelu, upuścił ją z rąk i powstał.
W téj chwili zamknęły się drzwi i Brühl padł na kolana.
— Przynoszę W. K. M. najsmutniejszą nowinę i pierwszy składam hołd u stóp nowego monarchy. Król, a pan nasz najmiłościwszy nie żyje...
Fryderyk stał przez chwilę jak osłupiały: zakrył sobie oczy.
Chwila milczenia była z obu stron: Brühl klęczał, Fryderyk dał mu rękę do pocałowania i wskazał aby się podniósł.
— Brühl, kiedy się to stało? jak się to stało?