— To znajomy! — rzekł Maciej ośmielony — ale djabeł wie i kto i po co?

Pochwycił łuczywo, wychylił się za drzwi nieco i spytał: — A kto tam?

Burek także stanąwszy przedniemi łapami na wysokim progu, zadarłszy głowę do góry, sypał najrozmaitszemi głosami swoje zapytania przybyłemu.

— Nu! kto, swój. A weźcie sobakę.

— Jakiś żyd — szepnęła pani Pawłowa.

Maciej zaparł Burka do kąta za wiadro, na które wierne psisko wydrapawszy się ciągnęło dalej gderanie swoje.

— Nu! kto, swój! — odparł głos z sieni. — A jest pan Bartłomiej?

— Nie ma.

— A Maciej?

— Patrzcie i mnie zna! A toć ja jestem.