Stary zamilkł, bo przeczuwał, że w tem wszystkiem jest jakaś omyłka. Wzywając wszystkich sił swoich na pohamowanie oburzenia i gniewu, którym wrzał, spytał spokojniej:
— Słowo tylko: za co mnie więzicie? co to znaczy?
— Co to znaczy? Ja ci powiem hultaju! Oto ukradłeś konie i kradzione przeprowadzasz.
— Ja ukradł! — zrywając się ze szkapy i podskakując ku Pomocnikowi zaryczał nie mogąc się pohamować stary Bartosz. Ja? od kiedyżto Bartosz Młyński złodziejem się zrobił?
Pomocnik wskoczył w bryczkę jak do twierdzy jednym susem i tu czując się bezpieczniejszym krzyknął:
— Wiązać.
— Tak! — kończył zbliżając się stary ze wzrastającą coraz zapalczywością — tak! konie są kradzione ale nie przezemnie.
— Wiązać! — powtarzał Pomocnik.
— Żyd je wczoraj przyprowadził i postawił u mnie, żyd Bramko, mam na to świadków.
— Tak! tak! wytłumaczysz się. Ja was znam i wasze świadki cygańskie. Wiązać!