— A co ma być? — mruknął inny.
— Albo go nie znacie? O córce nie wie, a jak się dowie, nie zniesie tego lekko.
— Ba! albożto on pierwszy?
— Nie chciałabym też być na miejscu Pawłowej! — mruknęła gospodyni.
— O! bieda jej będzie!
— At! wylazłszy z gorszego kłopotu.
— Coto wy gorszem nazywacie? Pan Bóg wie co gorsze! Niewinnemu nigdzie się nic nie stanie, a i tu sam Bóg nie poradzi na takie nieszczęście.
— Oj! prawda pani Marcinowa! Ależ taki, gdyby stary powrócił, toby coś pomyślał.
— Córka oszalała; dwór pomaga, ale to nie na długo: potem przyjdzie golizna i nędza. — A!
Zamilkli. Marcin pokiwał głową i wąsa pokręcił.