Seneca opierał się temu z razu, lecz myśl, że biédna a słaba niewiasta wystawioną być może na obelgi, zmieniła jego postanowienie.
— Więc umrzyjmy razem — rzekł ściskając ją — powiedziałem co cię do życia zachęcić mogło — wolisz umierać, nie będę ci téj zaprzeczał cnoty. Choćbyśmy oboje z równém skonali męztwem, zasługa twoja zawsze moją przewyższy.
Jedném żelazem natychmiast oboje sobie żyły otworzyli; krew młódszéj Pauliny trysnęła strumieniem, przestrach czy starość wstrzymały ją w żyłach Seneki, który napróżno dla przyśpieszenia zgonu i skrócenia męczarni popodcinał sobie ręce i nogi. Starzec cierpiał okropnie, a lękał się by widok tych okropnych męczarni nie osłabił męztwa w żonie, przycisnął usta do jéj czoła i polecił, by ją do drugiéj przeniesiono izby.
Cały dwór, niewolnicy, wyzwoleńcy i domownicy Seneki zgromadzili się dokoła niego, chcąc pana pożegnać... Płacz stłumiony rozlegał się w mieszkaniu przed chwilą spokojném...
Do końca pisarz dbały o swą sławę, Seneka, który już tabliczek i stylu w drżących rękach utrzymać nie mógł, kazał ostatnie swéj myśli wyrazy wyzwoleńcowi spisywać.
Ale śmierć oczekiwana nie przychodziła, umrzeć nie mógł, krew upływała powoli, silne jeszcze życie wracało z pamięcią i cierpieniem.
Statius Annacus, przyjaciel i lekarz Seneki, stał przy nim i płakał.
Przyjacielu stary — rzekł filozof — pomóż mi jeszcze raz ostatni i przynieś truciznę.
W domach rzymskich musiała zawsze być ona na podorędziu, bo nikt się bez niéj nie obszedł; Seneka miał napój, który dawano skazanym na śmierć w Atenach — była-li to cykuta, którą pił Sokrates? nie wiem.
Statius posłuszny, poszedł i przyniósł truciznę, a Seneka natychmiast ją wypił.