U bark jego stérczały dwa niezmierne skrzydła jasne, w które wdziawszy ręce i spójrzawszy na Piotra raz jeszcze, począł robić niemi; biała szata rozwiała się szeroko, a po chwili Magus, wśród niesłychanego oklasku, który zatrząsł Cyrkiem całym, powoli wznosić się począł nad dach na którym stał... stopy jego już nie tykały pokrycia, dźwignął się nad otaczające balasy złociste.
Skrzydła podnosiły go w powietrze coraz wyżéj a wyżéj, ale lot jego był ciężki, nieśmiały, wysilony.
Wzrok Piotra ścigał go wytężony i jasny. Magus począł coraz żywiéj poruszać skrzydłami, wzleciał ku środkowi areny, po nad samą Spinę, zbliżając się ku siedzeniu Cezara...
Twarze, ręce, oczy, piersi wszystkich patrzących podniosły się za nim i w ciszy śledziły dziwny lot jego... nikt odetchnąć nie śmiał.
Wtém Piotr rękami, na których ciężyły kajdany, zdala uczynił znak przerzynając powietrze na krzyż i Symon w tejże chwili zwinął się, głową ku ziemi zwrócony, opuścił ręce i padł z krzykiem przerażenia, jak kamień z procy ciśnięty.
Upadek jego był tak szybki i niespodziany, że nim go dojrzano prawie, już rozbity zaległ arenę, a krew z podruzgotanego ciała czerwonym tryskiem oblała jasne szaty Cezara i Poppei.
Zdumienie dziwne, milczące trwało chwilę... lud ożył zaraz, i szemrać i krzyczeć i szydzić wnet począł okrutnie... a niewolnicy już biegli szczątki trupa nieforemne wlec precz z zakrwawionéj areny.
W tłumie różne były domysły, tłómaczenia, wnioski; sam Cezar upadek nagły i śmierć Symona przypisał temu znakowi, który okuty człowiek uczynił w powietrzu.
I uląkł się téj potęgi tak wielkiéj, tak dlań niepojętéj, któréj spętać żelazem nie było można, i szepnął coś wskazując aby Piotra odprowadzono nazad do więzienia.
— Chrześcijanie... wszędzie ci chrześcijanie! — szeptał w duchu — jak się od nich uchronić? Rzym i wiara podkopane przez nich... cóż za siła jest z niemi?