Cezar chciał iść, stanąć przed zbuntowanemi i z rozczuleniem i łzami przemówić do nich, nie wątpił o wrażeniu jakie uczyni wymową, że rzucić mu się do nóg muszą, zwyciężeni jego retoryką i wdziękiem przygotowanego słowa...
— Nazajutrz sam im zanucę hymn zwycięstwa! — dodawał.
Tymczasem nałożono nowe podatki na koszta wojny i wyprawy, pobierając je tylko monetą złotą i nową, co lud i wszystkie stany do rozpaczy przywiodło.
Głód przytém dawał się czuć w Rzymie, oczekiwano okrętów z Egyptu, a gdy lud na brzegach tłumnie zgromadzony, ujrzał przybywające nawy i rzuciwszy się na nie, znalazł w nich tylko piasek Nilowy na wysypanie areny w cyrku — powstały krzyki i wołania o zemstę okrutne i miasto całe zawrzało długo tajoną nienawiścią.
W tejże chwili nadbiegł goniec z wieścią o Galbie i Glii. Neron osłupiał, zachwiał się i jakby uderzony piorunem, długo nie mogąc słowa wyrzec — pozostał odrętwiony. Nareszcie rzucił się, rozdarł szaty i zawołał:
— Zgubiony jestem!
Ale wkrótce jakiś słuch nowy go orzeźwił, Cezar odżył i począł życie od śpiewów tryumfalnych i igrzysk ulubionych... poświęcając świątynię Poppei.
Wśród tych szybko po sobie następujących wypadków, jeden z rzezańców Nerona, w chwili gniewu jego osmagany, wybiegł z Palatynu roznosząc wieść, że Cezar ma myśl wyrznąć w pień wszystkich Rzymu mieszkańców, zapalić miasto znowu i wypuścić dzikie źwierzęta z klatek pretoryańskiego obozu, a sam uciec do Alexandryi.
W mgnieniu oka wszystko co się go jeszcze trzymało, opuszcza Cezara; legije, straże pretoryan, germańskie pułki, Senat nawet powstaje groźny przeciwko upadłemu.
Na Palatyn bieży resztka niedobitków, oznajmując mu już wyrok śmierci i potępienie nieochybne. Neron chwyta złotą puszkę z trucizną zdawna przez Locustę przygotowaną, i z kilką ulubieńcami biegnie się ukryć w ogrodach Serviliusa.