— Panie — odpowiedzieli Żydzi — każdy naród ma swe prawa i obyczaje; jedne rzeczy są nam wzbronione, inne drugim narodom, naprzykład Egypcyanom. Są ludy, które nie jedzą baranka.

Mają wielką słuszność — przerwał Cezar — bo mięso to niesmaczne!

I począł się śmiać z tego dowcipu, a dwór wielkim chórem za nim.

— Ale na czémże opieracie prawo obywatelstwa swego w Alexandryi? — zapytał ich wreszcie, gdyż głównie o to Żydom chodziło.

Poczęli wykładać swe prawa i dowodzić ich; gdy Cajus, jakby nie chcąc umyślnie dosłuchać ich mowy, wybiegł do innéj izby, okna kazał w niéj pozamykać, i wrócił do nich z zapytaniem — co mu powiedziéć mają?

Złagodniał jakoś widocznie, a w Żydów duch nieco wstąpił, ale począwszy słuchać, gdy mu się gotowali dowodzić, że w Alexandryi od czterechset lat mają prawo pobytu i obywatelstwa, znowu zniecierpliwiony Cajus zaczął biegać do obrazów i ustawiać sprzęty. Nieszczęśliwi gotowali się na śmierć modląc po cichu.

— Idźcież sobie! — zawołał nareszcie. — Ludzie ci — dodał obracając się do swoich — raczéj są głupi niż źli, że we mnie Boga widzieć nie chcą.

Na tém się skończyło owe groźne posłuchanie. — Widać zeń, że Cajus na dobre miał się za Boga; trudno go w istocie nazwać człowiekiem, a Swetoniusz najlepiéj go podobno mianuje — potworą.

Wyczerpała się wreszcie cierpliwość i podłość — postanowiono pozbyć się Caliguli.

Trybun pretoryańskich kohort, Cassius Choerca, starego jeszcze rzymskiego obyczaju człowiek, którym poniewierał bez ustanku Cezar, szydząc zeń w sposób najobelżywszy, powziął myśl spisku na jego życie.