Cellia z córką milczące i zamyślone, poszły powoli do domu, a idąc matrona starała się zapamiętać słowa, wpoić w siebie zdobytą prawdę, aby jak z uczty obłamek zanieść ją młodszemu swemu dziecięciu, które jéj nie kosztowało.

V

Właśnie dnia tego Cezar dawał wielkie dla ludu swojego igrzyska, a Neron nie darmo był artystą i urządzać je umiał. Główną jego panowania pracą było lud bawić i rozwinąć w nim uczucie sztuki, które do tak wysokiego stopnia posiadał mistrz młody.

Od brzasku więc Rzym cały był w ruchu, a najoddaleńsze przedmieścia roiły się tłumami, które ciągnęły ku Cyrkowi i Forum. Z zapałem niepohamowanym cisnęły się gromady z ciemnych uliczek Suburry, z insulów Awentynu i Esquillinu, ze wszystkich Romy zakątków. Drogi od Ostyi, od Tibur, gościniec Nomentański, Latyński, droga Apijska, pełne były krytych i odsłonionych wozów, konnych, pieszych i mnogiéj ciżby przybywającéj na wielkie doroczne w cyrku igrzyska uroczyste.

Piękny dzień jesienny, jak druga wiosna, ciepły i spokojny, wypogodzone niebo, zdawały się sprzyjać Cezara zamiarom, a wieść od dawna rozpuszczona o niesłychanéj wspaniałości obrzędu, ciągnęła ciekawych i zapalonych miłośników tych zapasów, dla których oglądania rozpieszczeni nawet sybaryci o jadle, śnie i spoczynku zapominali.

Rzym się też przystroił cały w szaty odświętne na ten dzień wrześniowy; od rana posągi stojące w Forum kapłani i pobożni postroili w szaty bogate i wieńce; niektóre z nich pomalowano nawet minią i purpurą; w portykach wszędzie wisiały wieńce zieloności, sploty kwiatów, drogi usypane były liśćmi wonnemi... ołtarze okrywała poświęcona verbena...

Uroczystość rozpoczęła się zawczasu, gdyż obawiano się, by dnia nie było za mało na widowiska przez Cezara przygotowane, mające wspaniałością swą zaćmić dawne tryumfy, owacye i najpamiętniéjsze igrzyska... Lud rozpowiadał już sobie o niezmiernéj ilości dzikiego źwierza, przy obozie pretoryanów oczekującego w vivarium i stadami zapędzonego do carceresów wielkiego cyrku, o przygotowanych dlań gladyatorach i woźnicach, wcześnie napawając się rozkoszą krwi i mordu, która w owych czasach była szałem i chorobą tak niebezpieczną, że zarażenia nią najświętsi ludzie unikać musieli, tak łatwo budził się w piersi ten ogień dziki i nieugaszony.21

Świątynia Jowisza na Capitolu stała otworem, tłumy kapłanów zewsząd gromadziły się do niéj; ztąd rozpocząć się miał ów wielki pochód. Flaminy, Augurowie, kapłani, ofiarnicy, zalegali jéj wschody, sposobiąc się do uroczystości. Ryk bydła przeznaczonego na ofiarę, uwieńczonego w kwiaty i wyrywającego się z przestrachem od ołtarzów, ścisk pobożnych, śmiechy próżniaków, rozsypanych w otaczających portykach, rozpychający tłum Edylowie, mający przewodniczyć obrzędom, strojne w lektykach niewiasty, dumni wyzwoleńcy wlokący za sobą klientów stada, gmin wreszcie różnobarwny składał ciżbę hałaśliwą, po nad którą nosiła się wrzawa dziwna i niezrozumiała tysiąca zmieszanych głosów.

Prawie równo ze wschodem słońca (gdyż przygotowania odbyły się nocą jeszcze), drogą od Palatynu ukazał się orszak Cezara, niesionego przez niewolników w złocistych szatach, z rozpuszczonemi włosami, w wieńcach na głowie, z laskami w ręku...

Poprzedzali go liktorowie, urzędnicy dworu, faworyci, a tuż za nim postępowały bogate nosze Agryppiny, Seneki, Burrhusa, Serenusa, Ottona, Seneciona i ulubieńców Cezara.