Na pałace, łaźnie, łoża, na szaty bogate, na podarki woźnicom, których igrzyska namiętnie lubił Cajus, na kobiéty i histrionów, poszły skarby skąpego dziada i piérwszy ten wybuch szału o mało Caliguli życia nie kosztował.

Zachorzał ciężko Cezar, a lud płakał i rozpaczał, otaczając pałace niespokojny, i uzdrowienie jego powszechném powitano weselem — ale uzdrowiony jakby nowym powstał człowiekiem.

Piérwszą czynnością jego było usunięcie brata i syna przybranego, C. Tyberyusza, któremu za winę jedyną poczytano, że się antidotem przeciwko truciźnie obwarował.

— Więc się czuł winnym i godnym śmierci! — rzekł Cajus.

Dziecię to prawie było jeszcze, zabić się nawet nie umiejące; gdy przyszli oprawcy, spytało gdzie mu się uderzyć potrzeba i posłuchało rozkazu.

Po téj pierwszéj zbrodni poszły szeregiem inne, których liczby tu rachować nie chcemy; każdy prawie z wyroków Cezara zamykał w sobie przemyślne okrucieństwo, szyderstwo nielitościwe, zimne i dzikie.

Tak zmarli naznaczeni Atanius Secundus, Potitius, Silanus stary teść Cajusa i wielu a wielu innych.

W miejscu niedogodnego doradzcy Silana, który go śmiał nieustannie na lepszą sprowadzać drogę, przybrał sobie Cajus, nielicząc Macrona, dwóch godnych służalców, Helikona i Apella, obu najpodlejszego rodzaju ludzi; piérwszy z nich rodem był z Ascalon a z powołania histrionem, drugi Egypcyanin, bawił pana okrutnemi żarty i błazeństwy podłemi, znany będąc z najzuchwalszego szalbierstwa.

Ci dwaj zausznicy pchnęli go na drogę, ku któréj już i sam zmierzał, i wywołali w nim nie tylko namiętność zbrodni, ale bezwstyd najohydniejszy.

Rzym głodny był igrzysk i zabaw, których mu szczędził Tyberyusz; teraz się one wraz z rozpasaniem Caliguli poczęły na nowo z przepychem niezmiernym.