— Daj mi pracę! rzekł Juda, więcéj nie żądam.
— Sądzę żeś uczciwy i wierny — odparł po chwili Hananias, wpatrując się w niego bacznie... Mogę cię użyć wreszcie. Wczoraj dopiéro po jednym z Sejanów, który w czas sobie życie odebrał, objąłem domostwo w długu i kilku niewolników przy Capuańskiéj bramie, nie mam tam dotąd dozórcy...
A choć w ergustulum ledwie cóś niedołęgów głodem zamorzonym dysze, i nad temi oko miéć potrzeba, ażeby w góry nie poszli... Mógłbym cię tam osadzić dozórcą; dom opuszczony, niewolnicy nie wiele warci, ale i to mnie grosz kosztuje...
Westchnął jakby od ciężkiego przypomnienia.
— Straciłem na nich kilka tysięcy sestercyj! — rzekł jakby do siebie — jeszcze niedołęgów karmić potrzeba; a kupić ich nikt nie zechce, bo co było lepszego, sprzedał niecnota.
— Zrobię co mi każecie! — odezwał się Juda.
— Idź tam, chleb mieć będziesz, — dodał stary — późniéj zobaczym do czegoś zdolny.
I klasnął w ręce na atriensa, rozkazawszy przywołać starszego nad niewolnikami, aby dał sługę i zaprowadzić polecił Judę do domu przy Capuańskiéj bramie.
Poczém głową skinąwszy odszedł, zapowiadając, że późniéj sam przybędzie dla obejrzenia posiadłości.
Juda, prowadzony przez milczącego niewolnika, ubocznemi drożynami po za miastem, dostał się wreszcie do miejsca, którego dozórcą tak niespodzianie został mianowany. — Był to plac dosyć znaczny i budowa obszerna, ale od lat wielu pobytu pana w Rzymie opuszczona; niegdyś wspaniała willa, dziś pustka, któréj piękne drzewa stare świadczyły tylko o staranném dawniéj utrzymaniu...