— Jakto? umarł?
— Zabity... z jego rozkazu!
— Ten, którego on tulił do swego łona, który mu życie w Spelunce ocalił, który wytruł w koło co tylko mu stało na drodze!!
— Wywleczono go przez wschody Gemonii i zwalanego błotem w Tybr rzucono...
— I jego więc się pozbył! — westchnął Juda.
— Pożerają jedni drugich jak dzikie zwierzęta.
— Wielki Bóg nasz — rzekł starszy — ja wierzę, iż dzień wyzwolenia nie daleki.
— Ale nie dla nas! — cicho odezwał się Ruben — gdy mnie przynajmniéj jak wam, życie w cichym płynęło kątku, razem tutaj, za opuszczoną ojczyzną i braćmi możebym krwawemi nie płakał łzami; ale mnie zmuszają patrzéć na pogańskie swe obrzędy, dzielić ich rozpustę i śmiać się i upajać... gdy...
Niedokończył, Rachel zakryła oczy.
— Wszystkim nam tu nie tak jak w ziemi kochanéj, któréj nasze nie widziały oczy, gdzie leżą popioły ojców i święta wznosi się Hieruzalem... Myśmy tu samotni, bez kapłana, bez świątyni, bez ofiary, bez ksiąg naszych i naszych braci, sami sobie oddani... a słabych nie ma komu podeprzéć.