Z wierzchołka wieży strażniczéj przy willi Jowisza, szerokie morze dniem i nocą widne było do koła, a u stóp skały nieustannie kręciły się łodzie Tyberyuszowych niewolników, z ludźmi zbrojnymi, którzy nad brzegami czuwali.

Wyspa była strzeżona, a rybacka łódź Ulpa, prócz tego, z trudnością mogła przewieźć razem trzech ludzi.

Stary Helios ani mógł ani chciał uciekać, Hypathos lękał się zniknieniem swojém ściągnąć na brata i bratowę zemstę i prześladowanie, lecz zarazem nie miał dość mocy ducha, by się wyrzec swobody i pociechy, jaką oni byli dla niego. W duszy chłopięcia, rozmiękłéj i łzawéj, znalazło się przywiązanie, siły do ofiary z siebie nie było.

Chciał uciekać a lękał się i nędzy, która ich ścigać musiała i niebezpieczeństw ucieczki; chciał ich widziéć wolnemi, a nie umiał wyrzec się brata i téj, którą codzień wzrastając, kochał goręcéj i namiętniéj.

Wstrzymywał więc ucieczkę swoją bojaźnią, wahaniem i łzami, rozpaczą i strachem, sam nie wiedząc co począć...

Nawet stary Helios, który ich nauczał wiary ojców i tchnął ducha starego w zepsutych wpływy pogańskiemi, choć częściéj był z Hypathosem niż Judą, nie mógł już wpłynąć na zmianę charakteru chłopięcia, które gorzało tylko jedną namiętnością, a wstydząc się jéj, zmuszone ukrywać, bolało i więdło.

Długie wieczory w ciszy spędzali razem nad księgami świętemi, które im stary czytał i wykładał, a Hypathos wracał z nich zimny lub wzruszony tylko pięknością poezyi Wschodu, nie prawdy Bożéj.

Nie przypuszczając żadnego stosunku między starym lekarzem a ulubioném Tyberyusza chłopięciem, Thrasyllus, który ze słów Cezara domyślił się co zagrażało Hypathosowi nie wątpiąc, że jego na ofiarę Mythrze naznaczył znękany chorobą starzec, wieczorem, przechadzając się z Heliosem po nad brzegiem morza, stanął i westchnął, postrzegłszy zdala przesuwającego się jak cień posągu, bladego ulubieńca pańskiego.

— Szczęśliwy — rzekł — Cezar, któremu nie brak czego zamyśli, a niczego jednak użyć nie umie i nie może! Cóż po złocie i purpurze umarłemu na stosie? Patrzajcie, jakie to piękne chłopię — dodał. — Cezar je kocha, a miłości w niém dla siebie wzbudzić nie może. Kto wie, czy to przywiązanie nie skończy się kiedy poświęceniem Bogom na ofiarę?

Helios się wzdrygnął.