Niewolnicy pana zatrzymywali się u rybaka dla spoczynku, wpraszali w chłodny kątek jego schronienia, lub milczeniem znękani, wyzywali go do rozmów próżniaczych.
Dopiero gdy wioślarze spali gdzieś daleko, a łodzie ich puste kołysały się u brzegów na sznurach do lądu przykute, Ulp, obejrzawszy okolicę, dawał znać gościom swoim, że wynijść mogli z kryjówki. I wszyscy wówczas wychodzili nad morze, świeższém odetchnąć powietrzem, wonią fali i zapachem daleko rozkwitłych gajów.
Helios zastał ich w drugiéj grocie i nim nadszedł Hypathos, pośpieszył powtórzyć słowa Thrasylla, z przestrachem niezmiernym.
— Potrzeba uciekać — rzekł stanowczo — życie ważyć by się wyrwać ztąd, gdy i tak grozi mu co chwila jedno skinienie Cezara. Z piérwszéj nocy ciemnéj musicie korzystać.
Juda pobladł załamując ręce, młoda niewiasta krzyknęła przeraźliwie i rzuciła się na posłanie twarzą, nadzwyczajny przestrach okazując o Rubena.
— Potrzeba go zatrzymać gdy przyjdzie! — zawołała z gorączkowym niepokojem — ukryć, schować... Wszak tu go znaleźć niemogą? Wszak Ulp nas nie zdradzi! Miałożby zginąć marnie to dziecię biedne! Nie, my go obroniemy. Juda na to nie pozwoli... Bóg dopuścić nie może... ty, ojcze, znajdziesz ratunek!
I piękne swe oczy, łez pełne, zwracała to na męża, to na Heliosa, błagając jednego i drugiego z kolei, z więcéj niż braterskiém uczuciem.
— Wy nie możecie dozwolić by się taka zbrodnia spełniła! — wołała coraz żywiéj — macie mądrość starą, modlitwa wasza więcéj może u Boga Izraela znaczy, niżeli prośba Judy i moja... Módlcie się, Bóg może uczynić cud dla was... Wyzwólcie go! ratujcie! lub gińmy razem wszyscy!
Helios dumał smutny.
— Cicho kobiéto — rzekł z uczuciem jakiémś przykrém, widząc gwałtowniéj coraz objawiające się to przywiązanie niewiasty, które w podejrzeniu miéć zaczynał — zostaw mężom myśléć o śmierci i życiu, a bądź jeno gotowa piérwsze lub drugie podzielić.