Rzym znał tylko Caligulę z jego uwielbianego ojca i nieszczęśliwéj matki; syn rodziców z któremi walczyć nie mogąc Tyberyusz pozbyć się ich musiał zdradliwemi środkami — odziedziczył po nich miłość tak serdeczną jakby była zasłużoną. Przykładała się do zwiększenia jéj i skryta nienawiść ku Tyberyuszowi, którego dwudziestokilkoletnie rządy tyle krwi rozlały i tak spodliły Rzym stary...

Wieść o zgonie starca natychmiast wyniosła Cajusa, na którym wszystkie spoczęły nadzieje. — Niedowierzano wprawdzie z razu, sądząc że Cezar jeszcze probuje rozgłosu śmierci, aby nim zbadał kto jest jego nieprzyjacielem, ale gdy jedni za drugiemi gońce przybywać zaczęli do Rzymu, zapewniając, że martwe widzieli zwłoki, niesłychanym wybuchem objawiła się radość ludu rzymskiego.

Ulice i rynki napełniały się tłumami, które ściskając się ze łzami winszowały sobie oswobodzenia Rzymu, jak gdyby groźny nieprzyjaciel odszedł od wrót jego, lub płomień niszczący co go miał poźrzeć, zagasł stłumiony. Nocą spotykali się ludzie u drzwi zamkniętych świątyń, niosąc ofiary dziękczynne.

W jednéj chwili zmieniła się postać Rzymu, przed kilką godzinami milczącego i głuchego: krzyki radości rozległy się po Forum, powrozy zarzucone na szyję posągów walą je i kruszą, błotem zacierają imie tyrana w napisach; przewódzcy gminu wołają by trupa Tyberyusza do Tybru rzucić, wlec go hakiem do Gemonij... modlą się by ziemia matka nie przyjęła do swego łona cieniów jego, zsyłając je w miejsce pokuty bezbożnych.

Rzym ucztuje i święci wielki dzień, który nowe rozpoczyna rządy, nie wiedząc jaką wita jutrzenkę.

W Misenie głucho, — trup siny, rzucon samotnie spoczywa na łożu zasłaném purpurą; Cajus, którego już wszędzie okrzykują pretoryanie, myśli i naradza się z Macronem.

Niespokojny, chciałby co prędzéj pochwycić władzę, a wrzask ludu, rozradowanego śmiercią Tyberyusza, każe mu rozmyślać jak ją ująć i sprawiać. Z dnia na dzień, z tego posłusznego niewolnika jakim był przy Cezarze, Cajus stał się człowiekiem.

Nie zapomniał, że Tyberyusz był jego przybranym ojcem, a choć dla pozyskania serc ludu chciałby się połączyć z temi co nań miotają przekleństwa — czuje, że winien choć pozorną oznakę czci zmarłemu...

Zabierał się więc, mimo krzyku żołdactwa, które w mieścinie Atella, między Capuą a Neapolem chciało spalić Tyberyusza zwłoki — wieść je na stos do Rzymu i w liście do Senatu prosił by zmarłemu przyznano cześć boską.

Choć przez Macrona władał pretoryanami i w Rzymie wszystkich miał Cajus po sobie, w istocie jednak nie był niczém jeszcze, tylko wątpliwym spadkobiercą Tyberyusza. Dwa testamenta zostały po Cezarze, ale władzy swéj przekazać nie mógł, bo Senat tylko nią rozporządzał, w ciągu ostatniego panowania przetrzebiony i rozbity, spełniający rozkazy pokornie i z między siebie nawet dający ofiary panu.