— Więc się czuł winnym i godnym śmierci! — rzekł Cajus.
Dziecię to prawie było jeszcze, zabić się nawet nie umiejące; gdy przyszli oprawcy, spytało gdzie mu się uderzyć potrzeba i posłuchało rozkazu.
Po téj pierwszéj zbrodni poszły szeregiem inne, których liczby tu rachować nie chcemy; każdy prawie z wyroków Cezara zamykał w sobie przemyślne okrucieństwo, szyderstwo nielitościwe, zimne i dzikie.
Tak zmarli naznaczeni Atanius Secundus, Potitius, Silanus stary teść Cajusa i wielu a wielu innych.
W miejscu niedogodnego doradzcy Silana, który go śmiał nieustannie na lepszą sprowadzać drogę, przybrał sobie Cajus, nielicząc Macrona, dwóch godnych służalców, Helikona i Apella, obu najpodlejszego rodzaju ludzi; piérwszy z nich rodem był z Ascalon a z powołania histrionem, drugi Egypcyanin, bawił pana okrutnemi żarty i błazeństwy podłemi, znany będąc z najzuchwalszego szalbierstwa.
Ci dwaj zausznicy pchnęli go na drogę, ku któréj już i sam zmierzał, i wywołali w nim nie tylko namiętność zbrodni, ale bezwstyd najohydniejszy.
Rzym głodny był igrzysk i zabaw, których mu szczędził Tyberyusz; teraz się one wraz z rozpasaniem Caliguli poczęły na nowo z przepychem niezmiernym.
Sam Cajus brał u Apella naukę tańców i pantomimy, kształcąc się na aktora; za jego radą sprowadzono całe tłumy gladyatorów z Campanii i Afryki, mnóstwo dzikiego źwierza z Libii i innych krajów.
Nieustanne przedstawienia powtarzały się w amfiteatrze Scaura, w cyrku wielkim, na Marsowém polu; wznoszono teatra po nad domami, okręcane tak misternie, że lud napełniający je, przenosił się cały ku nowemu widowisku, gdy piérwsze było skończone.
Arenę cyrku w dnie igrzysk posypywano miniją i boraxem.