Zwierz afrykański mało przybywał na cyrki i kosztował drogo, a okrętów brakło by poń posłać, bo flota stała w Baii, aby Cajus konno mógł po jéj grzbiecie przebiegać zatokę, — więc ludźmi karmiono dzikie cyrków potwory i głodne ryby w sadzawkach.

Często powracającego od trupa ojcowskiego syna, ze łzami w oczach, zabiwszy mu rodzica, porywał Cajus i sadzał z sobą do uczty, by się z nim śmiał i rozpustował, — nie umiejąc poszanować nawet dziecięcéj boleści.

— Bijcie tak — mówił do katów — aby zabijany razem czuł że umiera.

Powtarzał, że pragnął aby cały lud rzymski jedną miał tylko głowę, by ją mógł ściąć jednym zamachem.

Zazdrośny życia, zazdrosny sławy, zabronił stawiać posągi i wywracał wzniesione, chciał zniszczyć dzieła Homera — ale któż policzy te szały zwierzęce?

Dziś rzucał z dachów bazyliki Juliusza Cezara pieniądze dla ludu, jutro je wymyślnemi sposoby wydzierał, a wśrodkach do zdarcia był niewyczerpanym.

Gdy w końcu i łamanie testamentów i zabory majątków i wyciśnione nie wystarczały summy, Cezar się zrobił przekupniem i sam, rodzinne pamiątki po siostrach sprowadziwszy do Rzymu, sprzedawał je targiem publicznym. Na przywiezienie tych sprzętów zabrano co było w Rzymie wozów i koni, a gdy rzeczy były już w miejscu, sam Cajus stawał z niemi jako przekupień i wołał: — Kto da więcéj? patrzcie! to urna która należała do Druzylli, łańcuch ten zdobił piersi Livii, na łożu tém spoczywała Antonija? Jak wam nie wstyd być bogatszemi odemnie biedaka! odzywał się — jak wam nie srom waszego skąpstwa... Dajcie więcéj! dajcie więcéj!

Często za zaprosiny do swojego stołu nawet płacić sobie kazał.

Senat drżał spodlony i bezsilny. — Nareszcie, po szalonych owych igrzyskach, teatralnych zapasach, po wyścigach z woźnicami i niesłychanéj rozpuście tytanicznéj, olbrzymiéj, czepiającéj się niepodobieństwa i niepoścignionego — po głośnym zamiarze mianowania konia konsulem, Cajus tak już był oszalał, że nikt i nic odeń nie było bezpieczném, ani życie, ani cześć, ani mienie, a nic nie broniło, ni krew, ni przyjaźń, ni pamięć zasługi, — spiknęli się wszyscy by się pozbyć szaleńca.

Dwa jednak piérwsze spiski na jego życie, Papiniusa i Lepida, odkryto, i to na niejaki czas wstrzymało innych.