W tém wszystkiém są szczątki dawnéj Romy, ale już niéma jéj ducha. Widzisz te matrony, na których łonie czystem, w których dłoniach niepokalanych spoczywała cześć Rzymu i przyszłość jego?

Dziś to nierządnice Cezara, to lupanar jego ulubieńców, to Messaliny i Julije... Widzisz jak z pod zasłon uśmiechają się do wyzwoleńców i niewolników, jak oczyma lubieżnemi ścigają gladyatorów... te, co się dawniéj odkryte za próg domu wynijść wahały. Widzisz te dzieci, przyszłą nadzieję Rzeczypospolitéj, już skalane rozpustą nim smak jéj poczuć mogły, już w pieluchach zbezczescone, już pochlebstwy zmiękczone i zepsute przez niewolników... Wśród tych sześciu Westalek, co ognia świętego strzegą, idzie Rubria, którą Cezar zniesławił, wśród Camillów są jego biesiad towarzysze, wśród rycerzy kochankowie jego... Spójrzyjże na Senatorów, ledwie o swéj sile idących, tak ich wczorajsza biesiada i womity zwyciężyły, na owe rycerstwo pamiętające tylko o groszu, który lichwą zdobywa; na kapłanów uśmiechających się z obrzędów, które sprawiają nie wierząc w ich siłę, na wszystek ten tłum, co otacza świątynię bez powagi, i boi się więcéj Cezara niż Boga... patrz, myśl... a nie zdziwisz się gdy ci powiem, że to są wysiłki konającego świata, który się musi przebudzić po pijanéj biesiadzie.

— A! — rzekł Pudens — jednak tłum wielki i zapał wielki i siła tam jeszcze potężna... my wśród nich garścią tylko, ofiarą, jak te bydlęta, które na rzeź prowadzą.

— Garścią! nie! — zawołał starzec uśmiechając się — wszystko co cierpi jest z nami, a któż tu szczęśliw i spokojny? Spójrzyj jeszcze na te tłumy niewolników, na gmin niezliczony, na tych co dziś padną ofiarą lub jutro są na nią przeznaczeni, na tych co tęsknią i płaczą i giną i jęczą... a dopatrzysz się nowego świata.

Gdy tak rozmawiali, tęskno z góry poglądając na pełne zgiełku Forum, piérwsza ofiara spełnioną została w świątyni, krew popłynęła marmurowemi ścieki, i niecierpliwy Cezar dał natychmiast znak pochodu ku Cyrkowi.

VI

Cały orszak jął się przeciskać przez rynek i drogą przez Velabrum rzucił się ku wielkiemu Cyrkowi, między Palatynem a Awentynem szeroką zalegającemu przestrzeń.

Miejsce to było pamiętne od piérwszych Rzymu czasów; — tu, wśród wielkich igrzysk pierwotnych porwano Sabinki, tu podobno Tarquinius jeszcze, piérwsze rzucił podstawy wielkich ścian budowy, którą następne wieki wspaniale wzniosły dla zabawy ludu-pana.

Gmach to był mogący półtorasta tysięcy widzów pomieścić, majestatyczny na oko i rozległy, a zajmujący w sobie i garnący przy sobie całe miasto budowli igrzyskowym przemysłem zaludnionych. — Wysokie trzypiętrowe mury jego okalały przestrzeń długą na półczwarta stadyów, szeroką stóp czterysta... Na dachach jéj stały secinami białe posągi marmurowe i złociste trofea.

Od strony zachodniéj i Forum Boarium było główne wnijście, ale mnogość ludu, która na kamieniach i drewnianych ławach mieścić się miała, dla łatwiejszego wpływu i odpływu, znajdowała otworem mnóstwo bocznych wrót i wnijść licznych, któremi do przeznaczonych sobie siedzeń dostać się mogła. Dawniéj siedzenia pokryte pod galeryami, jakich w innych cyrkach nie było, dzieliły się na Curie; dziś się one mieszały wszystkie, i rozsadzano je za pieniądze, wedle chwilowego znaczenia lub rozkazów pana, szukającego sobie widzów, coby poklaskiwali ochotnie i ze znajomością rzeczy.