Widok tego kątka zaprawdę był też miły i piękny. Dzień już miał świtać na niebie, ciemnawo jednak było jeszcze wśród drzew i budowli; kilka lamp dogorywających paliło się na bronzowych kandelabrach po rogach posadzki, którą otaczały łoża spoczywających starców... W pośrodku, napój im podawszy, stanęła do tańca Syryjska dziewczyna, czarnooka, smagława, nieco rozmarzona kroplą wina, oszalała jak Bachantka, ale mimo to znużona i smutna. Wyglądała ze swą cerą pozłocistą jak posąg bronzowy, a ruchy jéj były tak wdzięczne, że gdy tańcować poczęła, sam Cezar, znawca wielki piękności i sztuki, zatrzymał się ciekawie patrząc na nią i oko mu zapłonęło.

Z pół-otwartych ciemno-koralowych jéj ustek błyskały ząbki perłowe, oczy zdawała się mieć jakby od łez rozkoszy wilgotne, i śpiewek jakiś dziwny, niezrozumiały, tęskny, nóciła z cicha od niechcenia, dla siebie, a drobne jéj rączki obie podrzucały kościanemi grzechotki, któremi sobie w takt fletu i skoku towarzyszyła.

Na uboczu siedział ślepy flecista i wygrywał jéj dziwacznie, żywo, to znów mdlejąco i smętnie...

I nikogo nie było więcéj, oprócz stojących niemo na podstawach posągów Silena i Faunów, i tych kilku starców w pół-sennych na łożach, którzy jéj nielitościwie jeszcze tańczyć kazali, gdy ledwie po bezsennéj nocy poruszać się mogła znużona.

Przez chwilę przybyli goście ukryci stali we drzwiach perystylu, aż Neron klasnął w dłonie nowéj Anii; przelękła się tém Syryjka, opuściła rączki i stanęła. Choć w ciemności i przebrany przychodził Cezar i jego towarzysze... z niemi strach szedł i przeczucie jakieś; oklask, który go zdradził, znamionował człowieka pewnego siebie i nie myślącego o otaczających... dany był jak rozkaz i przeraził wszystkich...

Leżący i zdrzémani wszyscy razem głowy podnieśli, a jeden z nich bliższy Nerona, z przerażeniem krzyknąwszy, rzucił się zaraz z łoża w gąszcze ogrodu...

Cezar nie zważał na popłoch, którego był przyczyną; znużony biesiadą, czuwaniem, bitwą uliczną, ucieczką, natychmiast podesławszy płaszcz upadł na opróżnione łoże, rozkazując podać wino i skakać tancerce, która stała jak wryta.

Inni biesiadnicy, których tu zastał Neron, gdy się zbyt powoli z łożów swych zwlekali, kijmi ich przepędzić kazał. Sam zabierał się już spoczywać i patrzeć, bo Syryjka posłuszna stanęła do tańca, gdy wtém gwałtownie do drzwi zapukano i wpadł posłaniec z jakiémś tajemném oznajmieniem, które Doriforus szepnął mu na ucho. Neron zbladł przelękły... i zerwał się na nogi, skinął na ludzi swoich, jak on popłoszonych, i przerażonych, porwany na ramiona niewolników, których przywiódł z sobą posłaniec, znikł niesiony drogą ku Palatynowi, przedzierając się potajemnie przez obudzony gmin przedmieścia, z twarzą płaszczem zakrytą, aby nie być poznanym.

Tak skończył dzień swój Cezar...

Czy Agryppiny zmowy, czy spisek tajemny, czy odkryta niewierność ulubienicy, przerwały mu rozkoszny spoczynek... nikt z dworu prócz Doriforusa nie wiedział... To pewna, że tę chwilę przestrachu któś życiem zapłacił.