— Któż ci mówił o tém?
— Nie jeden... straszne plotą dziwy! Jeżeli choć przez pół prawda co mówią, warto by Neron wygnał Nazarejczyków lub wymordować ich kazał, bo za nich Bogowie na całym Rzymie mścić się mogą...
— Cóż zrobili? — spytał przerażony Candidus.
— To są zbrodniarze! — krzyknął niewolnik — uroili sobie, że tylko ich jednemu Bogu cześć oddawać należy, a Cezara czcić nie chcą! Zbierają się po lochach, jaskiniach i zakątach w nocy, na jakieś szkaradne obrzędy; mówią że wśród nich dopuszczają się najsromotniejszéj rozpusty i bluźnierstw ohydnych, że zabijają dzieci... bo to są sprzysięgli nieprzyjaciele całego rodu bogów i ludzi, których wytępić usiłują...
— To są potwarze, fałsze i niegodziwe kłamstwa! — krzyknął zrywając się jakby z uśpienia Natalis.
Niewolnik stanął z uśmiechem poglądając mu w oczy.
— Jakże wy o tém wiecie, coście tu obcy?
Candid przerażony spójrzał na towarzysza, dając mu znak by milczał, a Swew odpowiedział powolniej:
— Spotkaliśmy właśnie na drodze naszéj kilku tych ludzi co Bogiem wyznają Chrystusa... znamy ich zdawna wielu i wiemy że to są potwarze.
— A dla czegożby ich ścigała nienawiść? — spytał niewolnik ruszając ramionami.