Wszystko co się z nią działo, zdawało się jéj cudem, nie pojmowała jak tak rychło życzenie jéj wypełnić się mogło, i przypisała to potędze nieznanego Boga.

Jeszcze stała zadumana, gdy Leno niespokojny już się o jéj cenę ułożył po cichu, i popchnął ją ze śmiechem ku nowemu panu, do którego nóg przypadłszy naprzód, stanęła potém Anija pokornie za nim, cała we łzach i drżąca.

Któż wie co w duszy wije się człowieczéj?

Może w téj chwili, gdy się już oddalać przyszło z téj brudnéj gospody, w któréj z dzieciństwa tańczyła i uśmiechała się coraz nowym gościom; gdy jéj przyszło iść nie wiedzieć dokąd i po co... serce uderzyło tęsknotą i żalem po tym ogródku co jéj łzy widział tajemne, po boleściach tu doznanych i przemarzonych tu nocach.

A gdy przyszło próg przestąpić i drzwi gospody pominąć, Anija obejrzała się ze łzą w oku...

Stary Leno liczył cóś na palcach po cichu i sprzeczał się o bransolety, które miała na rękach, o phalerę którą miała na szyi, choć to były dary starego Chariclesa i Diomeda... ale niewolnik nic nie posiadał, a Egypcyanin i na te błyskotki był łakomy rachując co mu przynieść mogą.

I odarł niewolnicę, która mu pod nogi z pogardą łańcuch i naramienniki rzuciła.

Pudens już śpieszył wynijść jakby go powietrze tego sprośnego miejsca dusiło... za nim zbierali się podróżni, a Anija, poprzedzając ich, wyszła piérwsza, okrywając się szatą aby nie była poznaną.

Gdy weszli na Appijską drogę, a posłuszna niewolnica w ślad za swym nowym stąpała panem, Pudens odwrócił się ku niéj, z uśmiechem łagodnym wyrzekając poświęcone wyzwolenia słowa:

Surgant liberi... niech wstaną wolni!