XIII
W nieszczęściu szczególniéj człowiek jest łatwowiernym i zabobonnym; wierzy lada wieści, narzeka i szuka przyczyny złego we wszystkiém co się mu nastręczy. Rozpacz pogorzelców, zniszczenie, ubóstwo, głód, rozjątrzyły ich łatwo przeciwko chrześcijanom, którzy dotąd prześladowani nie byli.
Głuchy szmer groźby, jak huk zbliżającéj się fali, zwiastował niebezpieczeństwo; gromadka wszakże uczniów Chrystusa stała niewzruszona wśród przybliżającéj się nawałnicy.
A Symon Magus pracował z przyjacioły Neronowemi, przez piękną Helenę, aby codzień nienawiść powiększyć, coraz ohydniejszemi, niebezpieczniejszemi chrześcijan uczynić. Oczyma już i sercem nienawistném poszukiwano ich w tłumach. Nie mieli oni znaków zewnętrznych, któremiby się odznaczali, ale łacno wyróżnić ich było można, bo się nie ukrywali z nauką, która ich od całego odłączała świata. Nie znak krzyża, który na piersi kładli, ale uczynki ich wydawały przed pogany.
Wśród spalonego Rzymu, w domu Pudensa, którego wewnętrzne podwórce z otaczającemi je budowami ocalało, choć przyległe Thermy w gruzy upadły — wieczorem, w kilka dni po ogniu wielkim, chrześcijanie ściągnęli się obyczajem swym na modlitwę. Klęski dni ostatnich, groźba prześladowania, widok cierpienia ludzi jeszcze ją gorętszą czyniły.
Piotr podniósł ręce, błagając Syna Bożego za świat cały, a wszyscy płakać poczęli widząc łzy na oczach jego. Wtém zapukano do drzwi i Syryjska wyzwolenica wbiegła cała wylękła i blada z załamanemi rękami...
— Cezar — zawołała głosem przerywanym — rozesłał żołnierstwo po mieście; pretoryanie z liktorami plądrują wszędzie, szukając chrześcijan, biorą ich, ścigają, pędzą, więżą... i gnają ku ogrodom i pałacom Cezara... Uciekajmy! uciekajmy!
Na piérwszy odgłos lud się ścisnął w gromadę i parł, jakby chciał ku drzwiom uderzyć, blade twarze i wyciągnione ręce zwrócił ku Piotrowi, który nań patrzał poważny i niewzruszony.
— Stójcie bracia! — zawołał po chwili — bez woli Bożéj włos nie spadnie z głowy... Probuje nas Pan, chce ofiary i krwi... bez któréj świat nie może być zbawion, bo wszakże i on sam krew swą świętą za nas przelał?... Ale przetoż uciekać? Wspomnijcie na męczeństwo Stefana i Jakóba i wielu już braci naszéj! azali nie pragniecie cierpieć jak oni dla miłości Chrystusowéj? azali dla męki zaprzecie się Boga i uciekniecie dla żywota doczesnego? Kto nie mocen duchem, niech odchodzi w pokoju, ale synowie Boży silni będą i dostoją, a nie ulękną się...
Zdala za domem, na pustym placu słychać było śmiechy i naigrawania się tłuszczy i uganianie i krzyki nadchodzących siepaczów — Piotr począł się modlić i wszyscy padli na kolana... głuche milczenie zaległo atrium...