Nareszcie ukazał się Cezar, wprowadzony na Spinę Cyrku przez cały dwór swój, orszaki młodzieży i rozpasanych Augustanów; obok niego zasiadła Poppea; do koła wieńcem obiegli ich zwykli rozpusty i szałów wspólnicy, błaznowie, zausznicy, faworyci chwilowi, rzezańcy spanoszeni i wyzwoleńcy dumni wczorajszą dopiero swobodą. Neron, jak zwykle twarz miał bladą, wzrok obłąkany i dziki, ale dziś obietnica nieznanego dotąd nikomu widowiska utrzymywała go w gorączkowym niepokoju. Znać było, że pragnął czegoś niesłychanego, że nie wierzył cudowi i gotów był zawód doznany srogą odpłacić karą...

Wszystkich oczy zwracały się na płaski dach, pokrywający stronę Cyrku od wnijścia z Forum Boarium, bo z niego Magus miał wzlecieć w powietrze... ale dotąd oczekiwany starzec nie ukazywał się jeszcze.

Z rozkazu Cezara, straże przywiodły tu Piotra i okutego więźnia postawiły przed Neronem na widoku, by zewsząd szyderstwa tłumu ścigać mogły pokonanego.

I wzrok niewiast i tłumu zwrócił się na chwilę ku męczennikowi, a choć teatr chrześcijan w sobie nie zawierał, wiele serc użaliło się losu nieznanego człowieka, sądząc że starzec przeznaczony był na pożarcie dzikim źwierzętom... Inni przypatrywali mu się obojętnie, wnioskując tylko czy długo opierać się potrafi, a szydzili z Edylów, którzy tak bezsilnego zapaśnika wyznaczyli na igrzysko.

Na dachu wreszcie, białą odziany szatą, ukazał się Symon, i stanął szukając naprzód oczyma przeciwnika, aż znalazł go i z góry wpił weń źrenice...

Oczy Apostoła i czarownika spotkały się... a Piotr nie zmrużył powiek i owszem, zdala, zmierzył śmiało wzrokiem zuchwalca.

I widać było na twarzy Maga jakby niepewność i pomięszanie. Wtém tłum naprzód, potém Cezar, który dzielił jego uczucia, okazywać zaczęli znaki niecierpliwości wielkiéj — Symon pobladł.

U bark jego stérczały dwa niezmierne skrzydła jasne, w które wdziawszy ręce i spójrzawszy na Piotra raz jeszcze, począł robić niemi; biała szata rozwiała się szeroko, a po chwili Magus, wśród niesłychanego oklasku, który zatrząsł Cyrkiem całym, powoli wznosić się począł nad dach na którym stał... stopy jego już nie tykały pokrycia, dźwignął się nad otaczające balasy złociste.

Skrzydła podnosiły go w powietrze coraz wyżéj a wyżéj, ale lot jego był ciężki, nieśmiały, wysilony.

Wzrok Piotra ścigał go wytężony i jasny. Magus począł coraz żywiéj poruszać skrzydłami, wzleciał ku środkowi areny, po nad samą Spinę, zbliżając się ku siedzeniu Cezara...