I Cajus nadbiegł natychmiast posłuszny.

— Ślij na brzeg, czy nawy moje gotowe? czy ludzie stoją przy wiosłach? może mi będą dla kogo potrzebne... niech majtkowie pod śmierci karą nie opuszczają stanowisk swoich...

Cajus znikł, biegnąc tak szybko jak się wprzód zjawił, a Thrasyllus także uszedł po cichu z przed oczów Cezara.

Tyberyusz pozostał sam i patrzał uwięzionym, nieruchomym wzrokiem na brzegi Campanii coraz chmurniejsze i niknące...

Już na nich tu i ówdzie, w mroku wieczora zapalały się światełka; Neapolis, Retina, głębiéj ukryte Pompejanum ze swemi budowy białemi, już tylko iskrami zapalonych rozróżniały się światełek na czarnéj szacie nocy. Od Wezuwiusza, jakby mgła błękitna, położyła się na falach morskich i kołysana wiatrem lekkim, to osłaniała część brzegów, to ją z pod zasłon ukazywała.

Nagle, w stronie Pausilippu, na górze błysnął ogień jasny umyślnie rozpłomienionego stosu... Cezar ujrzał go, powstał gwałtownie z siedzenia i mimowolnie z ust drżących okrzyk mu się wyrwał radośny.

— Złożmy ofiarę Fortunie zwycięzkiéj Cezarów! Sejan obalony!

W istocie, to płomię na górze oznajmywało Tyberyuszowi, że w téj chwili rozkazy jego wykonanemi zostały, że wolniéj mógł piersią odetchnąć, że jeszcze był panem.

Nie bez przyczyny się niepokoił tak bardzo, choć swobodną myśl i wesele udawał. — Rzym już mu się wyślizgał z dłoni, Syn Strabona o lepszą walczył z Cezarem, dlań nawet stając się strasznym.

Ciemiężca ten, pozbywszy się Drusa, sięgał napróżno po rękę jego wdowy, aby się do rodziny, Augustów przybliżyć; odepchnięty, zamierzył opanować władzę i strachem panicznym ją zdobywał. Panował on w Rzymie, gdy Tyberyusz tylko w Caprei, i więcéj go już czczono i szanowano niż starego wygnańca, który ze zwykłą sobie chytrością im mocniéj się go obawiał, tém czuléj głaskał i większemi obsypywał dostojeństwy.