Wiek ten ucisku i niewoli zmuszał wszystkich kryć się z uczuciem, kłamać twarzą; ale tu znać było, że nie bojaźń, tylko stoicka moc charakteru, oblicze konsularne czyniła tak wspaniale pogodném. Piękne rysy twarzy jego, czoło nieco łyse, oczy ciemne, ogniste, usta małe do zbytku i milczące, zdobił ten spokój, z jakim sztuka starożytna, jako wyłączném swém piętnem i cechą, Bogów pogańskich malowała i rzeźbiła. Rzekłbyś że chciała nieustannie poprawiać co niedorzeczne psuły baśnie, czyniąc bóstwa, którym przypisywano dziwaczne namiętności, chłodnemi i zobojętniałemi. Wszystko téż co (greccy artyści szczególniéj) ubóstwić i podnieść chcieli, otaczali tym spokojem i majestatem, którego pragnął świat pogański, ale doścignąć nie mógł... Dla tego może przyoblókł weń wszystkie swe ideały. Nerva miał właśnie tę twarz piękną rzymskiego posągu, białą, uciszoną, chłodną. Cała jego postać zresztą równie była wspaniałą, ubior ciemny, a obwinięty togą, którą zwykłym obyczajem do uczty na ramie zarzucił — przypominał figury rzeźbione na sarkofagach.
Na konsularném miejscu zasiadłszy (tak piérwsze zwano) Tyberyusz, podniósł purpurą opasaną głowę i spójrzał długo po współbiesiadnikach otaczających stoły; — zimny wyraz wszystkich twarzy go uderzył.
— Na Bachusa! — rzekł — nie wiedzie się nawet w uczcie! — cóżeście tak ponurzy... wy wszyscy? tak zamyśleni? U stołu wszak trosk życia pozbyć potrzeba i choć na chwilę odpocząć... Aster... a tobie co?
— Mnie? — podchwycił z gotowym uśmiechem Valerius — mnie boski Cezarze? nic, chyba to żem przez dzień cały słońca mojego nie oglądał!
— E! pochlebca! — odparł Tyberyusz pół-szydersko — muszę ci za to greckim wierszem zapłacić.
I począł epigrammat Platona:
Asteras eisatreis Aster emos...31
Valerius dobrze zrozumiał czy nie, ale schyliwszy się począł wielbić naukę, dowcip i łaskę pana, który do niego raczył zastosować wiersz tak rozkochany.
— Czyj wiersz? — spytał Cezar — Thrasyllu?
— Boskiego Platona! — odparł filozof...