— Uspokój się, na wielkiego Boga naszego cię zaklinam! — rzekł Juda przystępując ku niemu — uspokój się Rubenie; przecierpieć potrzeba i wyżyć mimo upokorzenia i boleści. Jest nas dziś tu troje tylko na téj wyspie, bez ciebie mybyśmy zginęli; on umrzeć może lada godzina, lub go któś z przybranych zadławi, my będziemy wolni... a okręt jaki zabierze nas do Judei...

— My! mielibyśmy ujrzeć ojczyznę, ja, com jéj nie widział nigdy... a! nie, to być nie może — jęknął Ruben — o! lepiéj nam było zginąć na morzu, niż takiego doczekać ocalenia!

— Bóg wielki wie co czyni — przerwał Juda — kochanek splugawiony Tyberyusza może być drogim dla biédnych Hebreów. Któż wie, azali Sejan nie wyszedł z nicości? czyż jak ty obcych nie widziano u nich sprawujących urzędy i przyjmujących imiona pogańskie?

— Ale nie z naszego plemienia i rodu im nienawistnego! — zawołał Ruben — to próżna ofiara a nazbyt ciężka i wielka. Chciałem się zabić, gdy mnie wleczono na pastwę temu obrzydłemu starcowi, i lepiejbym był uczynił...

— Nie masz prawa, jak poganie — przerwał Juda — odbierać sobie życia; Bóg ci je wezmie, gdy godzina wybije... cierpieć potrzeba...

— A! i ofiary składać bałwanom!! — jęknął Ruben.

— Zmuszają cię — dodał Juda — ofiarujesz ręką nie duchem.

— Sam sobą się brzydzę — mówił piérwszy — a! pozwól mi płakać! Odkąd nas burza, wleczonych na wygnanie do Turris Libissonis, rzuciła z okrętem ku téj wyspie, odkądeśmy tu troje uciekli i schronili się za twoją poradą, Juda, co nieszczęść na nas spadło, a gdzie najmniejsza wyzwolenia nadzieja?

— Chodź, Ruben, chodź, a uspokój się — dodał obejmując go za szyję Juda — siądźmy razem z siostrą twoją i pocieszmy się, żeśmy znowu połącze­ni... Bóg reszty dokona.

Nareszcie wypłakawszy się Ruben-Hypathos, dał się ująć bratu i zrzuciwszy kaptur z głowy, wcisnął się przez ciasne drzwiczki do domku. Chatkę tę opuszczoną, przybywszy na wyspę, znaleźli w ruinie; Juda pracował, aby ją oczyścić i mieszkalną uczynić.