Bardzo tak często ostateczną zgubę ludzi zbliżonych do Tyberyusza poprzedzały zwiastujące ją najwyższe honory i łaski. Tak uczynił z Sejanem. Usypiał niemi, uwodził, uspokajał; ale ten środek już był zestarzał i użyty kilkakroć; obudzał bojaźń i niewiarę.
Vescularius drżał cały i z naleganiem podawane sobie potrawy brał dłonią nieśmiałą, tak że niemi plamił się cały; Marinus, blady i pomięszany, zdało się, że co chwila utraci przytomność; Tyberyusz śledził ich oczyma, bawił się tém i uśmiechał. Znać wczorajszy dwuwiersz, niespodzianie znaleziony, na któregoś z nich podejrzenie zwrócił.
— Nicże nie krąży po Rzymie, o tym biednym Sejanie? — spytał Vesculariusa, który bełkotał sam nie wiedząc co mówić.
— Pamięć jego z życiem zgasła! — odparł zagadniony.
— Choć wybyście go żałować powinni! — dodał zwracając się do Marinusa.
— Ja Cezarze! ja! na Bogi... dla czegożbym... drżąc i jąkając się przemówił stary.
— Był to przecie twój sprzymierzeniec przeciwko Attyka, i razemeście pracowali...
— Ale wola twoja była tam z nami trzecią... jéj, nie Sejanowi, byłem posłuszny...
— Wola moja! — zawołał Cezar ruszając ramionami — mylisz się... Stary, niedołężny, mamże ja wolę i władzę jaką? Cóż ja znaczę! panuję, jak mówią, w Caprei tylko... Senat rządzi i czyni co chce...
A! ciężko mi już podołać brzemieniu, które dźwigam na ramionach!