Rodzina jego cała składała się z matki staruszki, owdowiałéj córki z dzieciną i jednego niewolnika, który rzemiosłem razem i usługą się zajmował.
Helios należał do tych żydów Alexandryjskich, którzy na pół już zgreczeni i zrzymszczeni, prześladowaniu nie ulegali, ale pochodzeniem i wykształceniem licząc się do nich, różnił wielce umysłem i duchem. Tamci dwóch światów obywatele, dwóch wiar wyznawcy, w istocie szczerze nie należeli do żadnego kraju i religii; wstyd jakiś i nałóg trzymały ich przy judaizmie, strach i zepsucie rzucały w pogańskie obyczaje; ale ani jednemu ani drugim nie służyli całemi sobą.
Surowsi żydzi brzydzili się niemi jak odstępcami, Rzymianie już w nich nie mogli widziéć Hebreów, których wytrwanie szanowali w Hierusalem, a cenili na równi z niewolnikami i wyzwoleńcami, lub niżéj od nich jeszcze.
Helios jednak, acz od wieków już należący do téj żydów gałęzi mniéj surowego obyczaju, a co do zewnętrznych cech, zgreczonéj, w duchu był innym cale: życie, rozmyślanie, nawróciło go do staréj nauki i judaizmu, od którego był odstąpił.
Jak zawsze, nieszczęście było opatrzném nawrócenia jego narzędziem; miał ukochanego syna w którym spoczywały jedyne starca nadzieje, syn ten, w chwili najmniéj spodziewanéj, wśród jakiegoś zaburzenia ulicznego w Rzymie, gdy plebs szalała ze strażami, został zabity. Ciało jego znieważone i skalane przyniesiono ojcu, gdy z pogodną twarzą, niczego złego nie przeczuwając, oczekiwał powrotu dziecięcia.
W piérwszéj chwili starzec utracił zmysły, a życie które mu pozostało, całe się zmieniło w pogrzebowe narzekanie i rozmyślanie bolesne. Szukając ulgi w cierpieniu, zwrócił się do Biblii i ksiąg świętych, a choć dawniéj upodobanie miał większe w filozofii greckiéj i astrologiją się zabawiał, obie porzucił, nie znajdując w nich teraz ani pociechy, ani pokarmu dla zbolałego serca. Zdziwiło go, że po wymyślnych sofismatach i głębokich rozumowaniach pisarzy, którzy mu się szczytem doskonałości zdawali, Biblia ze swą boską prostotą, tak wyższą i niezrównanie więcéj mówiącą do serca i rozumu jaśniała dlań mądrością.
Czytał ją i odczytywał Helios, żałując czasu, który na naukę innych pisarzy poświęcił, dziwiąc się że w niéj teraz znajdował to, czego wprzódy nie widział.
I boleść jest mądrością.
Upodobawszy sobie w księdze Hioba, któréj poezya wschodnia napełniała jego serce uczuciem niewysłowioném i cierpiéć go uczyła, przeszedł od niéj do innych ksiąg Biblii i długie godziny zadumywał się nad niemi.
Stan ówczesnego Rzymu za Cezarów i téj cywilizowanéj na pozór społeczności, dla wszystkich okiem beznamiętném nań spoglądających, był zjawiskiem wywołującém mimowolnie pytanie: Świat możeli tak trwać dłużéj? Helios także powtarzał je w swéj duszy przygotowanéj do poznania prawdy i uprawionéj boleścią. W świecie żydowskim stygła téż wiara jak u pogan, u których obróciła się w obrzęd i niemal zabawkę. Świątynie nie były świętemi, milczały wszystkie wyrocznie Grecyi i Rzymu, duch proroczy ustał, jakby zmożony siłą przeważną, ofiary spełniano dla widowisk, a obok Jowisza stali Cezar i Augustus, wczoraj skalani krwią i rozpustą, dziś uniesieni w niebiosa.