Po wyjściu Heliosa z willi, Macron zaraz go kazał przywołać do siebie; był już tam i Charicles i Cajus niecierpliwi oczekując na żyda, a nie śmiejąc przed sobą wydać się z tém, czego odeń dowiedzieć pragnęli.

Helios ukazał się w progu, stanął pokorny i milczący. Grek piérwszy przybliżył się ku niemu.

— A cóż? widziałeś Cezara? co nam powiesz o zdrowiu jego?

— Cierpi — rzekł żyd — lecz jestli to choroba czy niemoc wieku, najstraszniejsza ze wszystkich, bo nieuleczona, nie wiem.

— Jak myślicie? — odezwał się Macron z uśmiechem — balsam jaki możeby mu siły przywrócił?

— Nie! — odparł Helios — nie potrzeba mu lekarstw żadnych, spokoju, odpoczynku tylko, pokarmów zdrowych, snu, pokrzepienia... Człowiek nie samem tylko żyje ciałem; podsycić trzeba wewnętrzne ognisko aby lampa nie zgasła.

— Macież na to środki? — spytał uczeń Hipokratesa.

— Żadnych w lekarstwach... życie jego we własnéj mocy.

— Mówcie otwarcie — dodał niespokojnie Macron — czego potrzeba by żył?

— Spokoju, i jeszcze raz spokoju! odpoczynku; dużo przecierpiał i odbolał, siły wyniszczone, czas wytchnąć...