— Kogo, kogo? — udając głupotę, szydersko począł pytać Janek.
— A! kowala cygana, głupi Janku! z pod cmentarza.
— Cygana! Tumrego! Oj! oj! widziałem go pozawczoraj, wczoraj, a nawet... (począł sobie przypominać) ot nawetem go dziś widział!
— Dziś? gdzież? gdzie? — pochwyciła Aza.
Janek nadto miał sprytu skrytego, żeby się wygadać zanadto i opowiadać rozmowę swoją, lub przyznać, że samobójstwa był świadkiem; odparł więc chłodno, skrobiąc się w głowę:
— No! a w lesie!
— Dawno?
— O! godzin już jakby ze dwie! Ono się na ranek zbiérało.
— Co on tam robił?
— Albo ja wiém, co on tam robił? Może chodził po drewka, bo czegoś rozwiązany pas niósł w ręku; to pewnie chciał je zczepić... bo u niego i postronka nie ma w chacie...