Ona podniosła nań oczy strwożone i obłąkane.
— Do obozu Egaszi! do kakabij (kotła) ogień palić, jeść gotować i posługiwać, a nie po nocach się włóczyć!
Dziewczyna osłupiała, a cygan chwyciwszy ją za ramie, gwałtownie pociągnął za sobą. Nie było z jéj strony ani oporu, ani łzy, ani słowa, ani jęku; spuściła głowę, i poszła posłuszna. Na mogile wiatr z suchemi gałęźmi i ptacy wędrowni poczęli długą rozmowę, która trwać miała wieki...
Tegoż wieczora obóz cyganów opuścił nagle Stawisko, i skrzypiący wóz ich pociągnął daléj, unosząc skrępowaną Azę, około któréj siedziała stara Jaga, którą Aprasz wyznaczył za stróża dziewczynie.
Dawny dowódzca objął znów żelazną ręką rządy gromady a Romy i Puza na czele, słuchali go jak niewolnicy do pańskiego przywykli głosu...
My zajrzymy jeszcze na chwilkę do dworu pana Adama, nim go stracimy z oczu na długo.
Po odejściu Azy, po odkryciu tajemnicy przywiązania jéj do Tumrego, pan Adam naprzód się silnie rozgniewał, czując się upokorzonym tém nieszczęśliwém współzawodnictwem z cyganem; potém chciał gonić za cyganką, nareszcie bezsilny, gniewu się wyrzekł, i niewiedząc sposobu dogodzenia namiętności bez wielkich ofiar, opuścił ręce, usiłując zagłuszyć serce, czy żądzę odzywającą się jeszcze.
Ale nie tak łatwo z sercem swém wojować temu, który go się z młodu nie nauczył zwyciężać i kierować niém. Pan Adam poczuł wkrótce, że cygankę mocniéj ukochał, więcéj się do niéj przywiązał, niżeli sobie wyobrażał zrazu.
Chciał za nią gonić, szukać jéj, porwać ją siłą, niezważając ani na jéj przywiązanie do Tumrego, ani na obojętność i szyderstwa. Nim to postanowienie przyjść mogło do skutku, banda cyganów daleko już była od Stawiska i znikła bez śladu, pozabierawszy tylko swoje i cudze konie, narobiwszy szkód bez liku, a po sobie zostawiwszy mogiłę w polu, łzy i przekleństwa.