— Dalibyście mi się wody napić?
— Ot zaraz poczekajcie!
I Marysia ruszyła się zostawując kądziołkę pod wierzbą, wybiegła z Sierotką razem, przeskoczyła drogę, otworzyła chatę, i kubek drewniany podała z uśmiechem nieznajomemu.
Wszystkim jéj ruchom przypatrywał się młody chłopak z wyrazem nadzwyczajnego zajęcia, jak gdyby nie wierzył temu wdzięcznemu zjawisku, które miał przed oczyma.
Drżącą ręką wziął kubek, a niósł go do ust tak powolnie, jakby mu się nic pić nie chciało; siwek tymczasem nogą grzebał, a Sierotka wąchając obchodził do koła przyjezdnego na psi sposób, starając się poznać nosem z kim miał do czynienia. Znać sledztwo jego nic złego nie okazało, bo wkrótce usiadł spokojnie, i począł tylko w oczy patrzeć podróżnemu!
— Patrzcieno! — to w kubek, to na dziewczynę spoglądając rzekł chłopak — to wy tu mieszkacie??
— A cóż dziwnego mój panie?
— Naprzeciw cmentarza! — mruknął jeździec — a z wami kto? ojciec?
— Nie mam ojca...
— Matka?