Stara słuchała i brew się jéj namarszczyła, a usta zacięły; Tomko załamał ręce zdziwiony.

— Inaczéj mów, — odparł — ty chyba serca nie masz do mnie Marysiu. No! to mów i zabij mnie już od razu!

Dziewczę odwróciło się ku niemu z uśmiechem.

— Dlaczegóżbym serca do was nie miała; wyście do mnie pierwsi przemówili dobrém słowem i zbliżyli się do sieroty. I gdyby, gdyby nie strach rodziców waszych, a... — nie dokończyła.

Tomko znów pochwycił ją za ręce i począł całować; ale stara, któréj na myśl przyszło, że powinna była stać na stronie sieroty dla oka, odciągnęła go od niéj.

— Porzuć, rzekła — porzuć, ot siadaj na ławie i rozmówcie się po ludzku.

Marysia zobaczywszy, że stara zabiera się ku drzwiom, podbiegła i wstrzymała ją.

— Na krzyż Pański nie odchodźcie, — krzyknęła, zlitujcie się! Ja nie zostanę sama: to być nie może.

— Siadajcie, — rzekł Tomko — mnie pozwólcie zdaleka być... choć popatrzeć.

Marysia, na któréj to wszystko dziwnie smutne jakieś czyniło wrażenie, podparła się na ręku i rzewnie rozpłakała; chłopcu zrobiło się przykro, boleśnie: odsunął się do progu i stanął jak wryty.