Rataj głową potrząsł.
— Nie, nie! — dodała Aza — już ani ona, ani on do was nie powrócą: muszą iść z nami! To dziecko krwi naszéj, a to jéj mąż... wyparł się wszystkiego dla niéj i dobrze zrobił... dobrze! Godzina szczęścia lepsza, niż wiek grzybiego pustego życia.
— Moja kochana — chléb zajadając odparł Rataj — to tak jak komu do serca; a jabym godzinę mojéj nieszczęśliwéj doli, na krótszą chwilę lepszego szczęścia nie pohandlował: takito się żyje...
— Tyś cygan jak my i włóczęga — odpowiedziała Aza — a nie ma jak cygańskie życie: i tobie ono smakuje. Plunę na dolę bo ją za sobą zostawiam, codzień mam nową, nowe niebo, nowe życie.. Hej! daléj a daléj, aby dzień do wieczora!
— Jak wy tak mówić możecie — nieśmiało przerwała Marysia — A! mój Boże, mój Boże! a ja za ten kątek mój, za mogiłę, do któréj serce przyrosło, i za dolę dawniejszą, dałabym życia połowę, gdyby je choć we śnie zobaczyć... Niedawnom ztamtąd poszła, a spokoju nie mam od tęsknoty, aż mi głowa pęka... aż szaleję od płaczu.
— Boś niedawno poszła — zawołała śmiejąc się Aza.
— A nędzy mi to jeszcze dodaje, że Tomko z nami, i za nim gonią przekleństwa poczciwych ludzi; zdaje mi się, że czuję jak je każdy wiatr przynosi, jak mię z nóg walą i suszą duszę moją.
— No! to powracaj nazad! — rzekł Rataj.
— Ja! alboż mogę? — westchnęła dziewczyna. — A! nigdy już! nigdy! pomiędzy tamtych ludzi, na śmiech, wzgardę, na przekleństwo!
Rataj mocno kaszleć począł, a tak robił piersią, że go o staję słychać było...