Staruszka odchrząknęła raz i drugi, ale Wiktor nie spojrzał na nią. Nareszcie zniecierpliwiona przyszła doń powoli i zlekka pociągnęła go za rękaw, twarz nastroiwszy do zwykłego dobrodusznego uśmiéchu.

Wiktor zwolna odwrócił się ku niéj.

— Czego chcesz, moja stara? — spytał łagodnie, jakby przebudzony ze snu.

— E! e! nic nie chcę! — rzekła zcicha — tylko radabym wiedziéć, co wam jest? Stoicie już może z pół godziny, patrząc na ten mur brzydki. Cóżeście tam zobaczyli?

— Muru nawet nie widziałem — odparł Wiktor, siadając w krześle.

— A o czémżeście myśleli?

— O czém człowiek myśléć może, starzejąc? — zapytał Wiktor.

Stara, niezwykłém pytaniem zagadnięta, twarz oparła na ręku i poczęła także rozmyślać nad odpowiedzią. Milczała chwilę, westchnęła i ręką rzuciwszy, dała znak, że nie wié co ma odpowiedziéć na to.

Wiktor siedział znów zadumany. Staruszka nie odchodziła.

— Powiédz ty mi — odezwał się po długim przestanku — gdyby ci nanowo żyć kazano i rozpocząć coś już przebyła, czybyś życie ofiarowane przyjęła?