Pepita, która zdala wszystkie ruchy jego i miny uważała, zbliżyła się do stolika napół przelękła, napół rozśmiészona.

— Ten pan... pijany, czy?... — uderzyła się w czoło.

— Ani jedno, ani drugie, Pepito czarnooka — rzekł smutnie Wiktor. — Coś gorszego od obojga, dziecko moje. Łysy już, a boję się czy nie zakochany.

Dziéwczę z uboléwaniem palcem wskazało powtórnie na czoło. Wydał się jéj teraz szaleńszym jeszcze.

Przypisy:

1. na (...) scy z Rzymu uciekają — w wydaniu źródłowym brak dwóch stron tekstu pomiędzy fragmentami „stojącego we drzwiach, na” a „scy z Rzymu uciekają”. [przypis edytorski]