Gość zmierzył mówiącego błyskiem swych oczów ognistych. Zdawało się że cóś odpowiedziéć zamyśla; ale otworzył tylko usta i... zapił herbatą. Odpowiedź zostawił innym, poczuwszy może, iż z ust jego wyszłaby ona zaostrą.
Tymczasem nikt nie odpowiedział hrabiemu; milczenie ciężkie, ołowiane niemile przycisnęło całą gromadkę, a hrabia Filip, zmieszany niém, sam czuł się w obowiązku niepodniesioną rękawicę wziąć do ręki.
— Co do mnie — powtórzył z naciskiem — otwarcie się przyznaję do mego kosmopolityzmu i do téj pory przynajmniéj tego nie żałowałem.
Gość popatrzył nań bacznie i dorzucił:
— Tak, za nic ręczyć nie można. Są choroby, które powracają po latach dwudziestu i więcéj, a gdy powrócą, zabijają.
Dwuznaczném to było.
Nikt z większą uwagą nie słuchał oryginalnego gościa, nad księżnę. Pochwyciwszy ostatnie jego wyrazy, uśmiéchnęła się, zakrywając wachlarzem.
Hrabia August wstał pocichu i począł się przechadzać po salonie, zatopiony w sobie.
Księżna przerwane badanie ciągnęła daléj.
— Nie dowiedzieliśmy się od pana, jak dawno bawisz we Włoszech. A w Rzymie, myślisz pan przebywać długo?